O Hodowli

Witam!
Nazywam się Anna Traut - Seliga. Jestem założycielką hodowli "Potwory i
spółka". Fascynacja kynologią towarzyszy mi już od przedszkola. Moi koledzy ze starszaków znali nazwy wszystkich marek samochodów, a ja – wszystkie rasy psów. Największa przyjemność zapamiętana z dzieciństwa – przeglądanie encyklopedii PWN w poszukiwaniu kolejnych rycin i fotografii z psami J.
Kiedy już osiągnęłam wiek odpowiedni do podejmowania odpowiedzialnych decyzji, a także niejaką niezależność finansową, zaczęłam się zastanawiać nad wyborem rasy, której przedstawiciela mogłabym uczynić członkiem swojej rodziny. Pole manewru miałam nieco zawężone, gdyż nie brałam pod uwagę innych psów niż molosy. Dlaczego? W dzieciństwie miałam prawdziwe szczęście dzielić życie z niezwykłą bokserką Sabą. To wspaniałe, niezapomniane i niezastąpione Stworzenie wdrukowało mi miłość do molosów … i cześć, przepadło. Przez długie lata przekonana byłam, że mój pierwszy własny pies będzie bokserem: czyli psem wesołym, spontanicznym, kochającym swoje stado, a zwłaszcza moją córeczkę Zosię, czujnym i oddanym. I wtedy nagle, zupełnie nieoczekiwanie,  na arenie moich zainteresowań pojawił się nowy obiekt. Posiadał wszystkie cechy, które kochałam u bokserów (a więc u molosów), a ponad to mniejsze gabaryty i mniejsze potrzeby ruchowe. Te gabaryty świetnie wpasowywały się w gabaryty mojego mieszkania. Nagle okazało się, że nie ma wyjścia – to musi być – jakżeby inaczej – buldog francuski

Oczywiście – to musiała być suczka (o czym ja bym gadała z facetem??). Tym sposobem w moim życiu pojawiła się Cebulka Draczyn, gdyż wszystko przemawiało na jej korzyść: molos, kieszonkowy, a na dodatek dziewczyna J.
Przeznaczenie nie zakpiło ze mnie w przypadku tak poważnym, jak wybór hodowli, z której miała pochodzić moja wymarzona suczka. Pierwszym hodowcą, do którego zadzwoniłam z pytaniami o buldożki, była Krystyna Zbrozińska - Sobczak z hodowli Draczyn i to właśnie od Niej, po prawie dwóch latach rozglądania się po buldożkowym świecie, przywiozłam do domu najsłodszą Cebulkę Draczyn (imię wymyślił mój chłop).
Mijały miesiące, Cebulka okazała się ślicznym przykładem buldożkowatości, co potwierdziły jej liczne sukcesy wystawowe (do wglądu na niniejszej stronce). Sukcesy te uczyniły zasadnym zarejestrowanie w Związku Kynologicznym naszej hodowli. Zaczęło się deliberowanie nad przydomkiem hodowlanym… Ostatecznie ZK i FCI zatwierdziło naszą hodowlę pod przydomkiem „Potwory i spółka”. Niejaka dziwaczność tego przydomku ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze ja jestem dziwaczna, po drugie to mój chłop rzucił tę propozycję. Po trzecie „Potwory i spółka” to tytuł bardzo mądrej disnejowskiej opowieści, której główny bohater ma wszystkie cechy molosa, w tym i tę, iż postronni świadkowie widzą w nim tylko przerażającego potwora, podczas gdy to nie jest nawet 1/10 prawdy o tej wspaniałej postaci… A ja od dzieciństwa spotykałam się ze stwierdzeniami, iż moja Saba jest „psem mordercą”, „potworem”, że jest „potwornie brzydka”. Ech, pozory mylą, a „patrzeć należy sercem, bo najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”… Dlatego „Potwory i spółka” rzucają wyzwanie stereotypom… kto disnejowskiej bajki nie widział – polecam seans, kto nie zna molosów – polecam wieczorek zapoznawczy, a najlepiej to poznawanie rozpocząć od modelu kieszonkowego – czyli buldożka francuskiego…
…Podsumowując można więc powiedzieć, że hodowla „Potwory i spółka” jest spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Krzepiąca konsekwencja w tym zmiennym współczesnym świecie, czyż nie…? J Jeśli udało mi się osiągnąć ten (jakże ekscytujący) etap realizacji marzeń, nie mam podstaw aby wątpić w to, że wkrótce w naszej hodowli pojawią się kolejni przedstawiciele najszlachetniejszych psów – molosów. Potwornie radosna perspektywa!

Pozdrawiam wszystkich,
Anna Traut-Seliga